Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amphawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amphawa. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 23 listopada 2009
sobota, 7 listopada 2009
Miedzy wronami, czyli tajskie safari
Z nieco zbyt glosnego i tlocznego dla mnie Bangkoku ucieklam do Amphawy, miescinki lezacej nad kanalami i rzeka, sennej w ciagu tygodnia, a ozywajacej w weekendy. To wlasnie w weekendowe popoludnia odbywa sie tu floating market, ktory swoim lokalnym kolorytem przyciaga mieszkancow Bangkoku. To, jak sie okazalo, ma 'plusy dodatnie i plusy ujemne'. Faktycznie znikoma tam ilosc bialych turystow - bylam jedyna w miescie backpackerka. A wynika to z tego, ze ceny zakwaterowania(glownie tzw. homestays, czyli kwatery prywatne u rodzin mieszkajacych w tradycyjnych tekowych domach na palach) obliczone sa wedle zasobnosci portfela tajskich turystow. Na szczescie szybko spotkalam przemilych ludzi, ktorzy pomogli mi znalezc pokoj nie za 1000-1200 batow, ale za 250, ze sniadaniem! Moje lokum bylo wydzielona z pokoju dziennego przestrzenia z mata lezaca na podlodze, wiec bylo bardzo po tajsku. Inni goscie, oczywiscie Tajowie, wydawali sie dowartosciowani moja obecnoscia, a moze raczej byli bardzo uprzejmi.
Zeby w pelni dostosowac sie do tajskosci wypadu, zafundowalam sobie masaz, zjadlam talerz olbrzymich langustynek sprzedawanych z czolna, pozarlam trzy porcje mrozonego soku kokosowego, a zwienczeniem wieczoru bylo tytulowe safari. Po zapadnieciu zmroku wsiadlam na lodz wypelniona glownie tajskimi nastolatkami i wyruszylam na obserwacje robaczkow swietojanskich. Wahalam sie, bo co w tym niby takiego ciekawego, ale w polowie rejsu bylam juz kompletnie zauroczona. Drzewa oblepione swietlikami wydaja sie z daleka swiecic wlasnym, pulsujacym swiatlem. Nie wciagnelam sie jednak w obserwacje przyrodnicze az tak, jak moje wspolpasazerki, ktore co chwila piszczaly - jak mniemam - ojej, jakie sliczne! o jejusku, leci do nas, leci do nas!
Nowy dzien zaczal sie bardzo wczesnie, ok. 6 rano otwarto skladane drzwi wychodzace wprost na glowny kanal i nawet w mojej pakamerze zrobilo sie jasno. Stosunkowo. Niecala godzine pozniej pojawili sie mnisi, oczywiscie w czolnach, jak co rano zbierajacy ofiarowane im przez wiernych pozywienie.
Dowiedzialam sie rowniez, ze tajemnicze stwory z kanalow nocuja na drzewach i maja dlugie pazury!




Zeby w pelni dostosowac sie do tajskosci wypadu, zafundowalam sobie masaz, zjadlam talerz olbrzymich langustynek sprzedawanych z czolna, pozarlam trzy porcje mrozonego soku kokosowego, a zwienczeniem wieczoru bylo tytulowe safari. Po zapadnieciu zmroku wsiadlam na lodz wypelniona glownie tajskimi nastolatkami i wyruszylam na obserwacje robaczkow swietojanskich. Wahalam sie, bo co w tym niby takiego ciekawego, ale w polowie rejsu bylam juz kompletnie zauroczona. Drzewa oblepione swietlikami wydaja sie z daleka swiecic wlasnym, pulsujacym swiatlem. Nie wciagnelam sie jednak w obserwacje przyrodnicze az tak, jak moje wspolpasazerki, ktore co chwila piszczaly - jak mniemam - ojej, jakie sliczne! o jejusku, leci do nas, leci do nas!
Nowy dzien zaczal sie bardzo wczesnie, ok. 6 rano otwarto skladane drzwi wychodzace wprost na glowny kanal i nawet w mojej pakamerze zrobilo sie jasno. Stosunkowo. Niecala godzine pozniej pojawili sie mnisi, oczywiscie w czolnach, jak co rano zbierajacy ofiarowane im przez wiernych pozywienie.
Dowiedzialam sie rowniez, ze tajemnicze stwory z kanalow nocuja na drzewach i maja dlugie pazury!
czwartek, 5 listopada 2009
Absurdy i dziwolagi, czesc pierwsza
Kazdy kraj ma swoje dziwactwa, trudne do pojecia dla przyjezdnych, oto kilka rzeczy, ktore mnie... hmm... zastanowily:
1. Szkola na wyspie Koh Kret - zbudowana na palach, czyli wiedza, ze rzeka regularnie zalewa wyspe. Skoro wiedza, po co robili boisko przed szkola, dobrych kilka metrow ponizej poziomu podlogi budynku (i wody)? Oczywiscie boisko to bardziej staw, urokliwie porosniety zielskiem.
2. Kierowcy mototaxi nosza zazwyczaj kaski. Pomysl podpatrzony rowniez na Koh Kret - kask z wloczki, zrobiony na drutach!
3. Polowania na tygrysy sa chyba wszedzie w Azji nielegalne (a moze sie myle?), ale na ulicznych straganach w okolicy Palacu Krolewskiego widzialam dzis wyprawione tygrysie skory na sprzedaz. Jak rowniez spreparowane czaszki krokodyli.
4. Plywajaca po rzece Chao Phraya barka - kantor wymiany walut.
5. Plac zabaw / sciezka zdrowia pod estakada kilkupasmowej drogi ekspresowej. Co za sprytne wykorzystanie przestrzeni!
Tyle na dobry poczatek. Jutro uciekam z Bangkoku do Amphawy, gdzie w weekendowe popoludnia odbywa sie floating market, czyli zamiast straganow wzdluz ulicy - lodzie na kanalach. Martwi mnie troche kwestia zakwaterowania, bo jest tam dosc drogo, ale znalazlam informacje o hotelu, paradoksalnie duzo tanszym niz kwatery prywatne. A w sobotni ranek mam nadzieje na odwiedziny na drugim, pobliskim rynku Tha Ka - jedynie nadzieje, bo odbywa sie jedynie podczas jakiejs konkretnej fazy ksiezyca. Sa przeslanki wskazujace na to, ze najblizsza sobota to wlasnie ten dzien!
Ponizej obrazki z Koh Kret, wraz z boiskiem, choc nie tym szkolnym:


1. Szkola na wyspie Koh Kret - zbudowana na palach, czyli wiedza, ze rzeka regularnie zalewa wyspe. Skoro wiedza, po co robili boisko przed szkola, dobrych kilka metrow ponizej poziomu podlogi budynku (i wody)? Oczywiscie boisko to bardziej staw, urokliwie porosniety zielskiem.
2. Kierowcy mototaxi nosza zazwyczaj kaski. Pomysl podpatrzony rowniez na Koh Kret - kask z wloczki, zrobiony na drutach!
3. Polowania na tygrysy sa chyba wszedzie w Azji nielegalne (a moze sie myle?), ale na ulicznych straganach w okolicy Palacu Krolewskiego widzialam dzis wyprawione tygrysie skory na sprzedaz. Jak rowniez spreparowane czaszki krokodyli.
4. Plywajaca po rzece Chao Phraya barka - kantor wymiany walut.
5. Plac zabaw / sciezka zdrowia pod estakada kilkupasmowej drogi ekspresowej. Co za sprytne wykorzystanie przestrzeni!
Tyle na dobry poczatek. Jutro uciekam z Bangkoku do Amphawy, gdzie w weekendowe popoludnia odbywa sie floating market, czyli zamiast straganow wzdluz ulicy - lodzie na kanalach. Martwi mnie troche kwestia zakwaterowania, bo jest tam dosc drogo, ale znalazlam informacje o hotelu, paradoksalnie duzo tanszym niz kwatery prywatne. A w sobotni ranek mam nadzieje na odwiedziny na drugim, pobliskim rynku Tha Ka - jedynie nadzieje, bo odbywa sie jedynie podczas jakiejs konkretnej fazy ksiezyca. Sa przeslanki wskazujace na to, ze najblizsza sobota to wlasnie ten dzien!
Ponizej obrazki z Koh Kret, wraz z boiskiem, choc nie tym szkolnym:
Subskrybuj:
Posty (Atom)