Wyladowalam w Auckland i dzieki temu, ze nie spedzilam wiele czasu w jego centrum, uwazam je za naprawde sympatyczne, przyjazne miasto. Pierwsze noce spedzilam w butikowo-kawiarnianej dzielnicy Parnell, w hostelu, ktory niegdys byl rezydencja krolowej Tonga! Najwiekszych emocji podczas pobytu w Auckland dostarczyly mi odwiedziny w tutejszym oceanarium, gdzie... plywalam wraz z rekinami i gigantycznymi plaszczkami! Choc nie jeden raz widzialam rekiny na zywo podczas nurkowan, jednak taka bliskosc z nimi wywoluje dreszczyk emocji. Choc moze byly to dreszcze spowodowane niska temperatura wody ;)
Z Auckland ruszylam w poszukiwaniu slonca na polnoc, do miejsca zwanego Zatoka Wysp, czyli Bay of Islands. Wysp jest tutaj 144, na niektorych z nich mieszkaja kiwi i inne zagrozone gatunki ptakow, a na innych maja swoje rezydencje milionerzy. Zatoke zwiedzilam z pokladu lodzi, widoki byly calkiem niezgorsze, prawda?






Glowna atrakcja rejsu bylo spotkanie z delfinami, ktore byly wyjatkowo przyjaznie do nas nastawione, krecily sie wokol lodzi przez przynajmniej 15 - 20 minut i pokazywaly sztuczki niemalze jak w delfinarium! Wiecie, ze pewne doswiadczenie w obcowaniu z tymi uroczymi ssakami mam, ale te zamieszkujace Pacyfik u wybrzezu Paihii byly naprawde wyjatkowo nastawione na budowanie dobrych relacji z naczelnymi!
Dzis jestem w Waitomo, gdzie przywiodly mnie swiecace w ciemnosciach robale zamieszkujace tutejsze jaskinie. Brzmi malo romantycznie, prawda? Lecz gdy jest ciemno i nie widac, ze to kremowe robale wielkosci zapalki, tysiace swiatelek uczepionych pod sufitem jaskini tworza zaiste magiczna atmosfere. Czekam jeszcze na prawdziwy gwozdz programu, czyli przeprawe lodzia przez jaskinie pod tym rozgwiezdzonym sufitem... pada deszcz i poziom wody w jaskini jest zbyt wysoki. Trzymajcie wiec wraz ze mna kciuki, by do jutra woda opadla!