Dalat
Dalat przypomnialo mi troche Krynice, choc jest duzo wieksze - podobna atmosfera, troche turystyczna, troche kurortowa, troche naturalna i dookola piekne gory. Poniewaz mam zbyt malo czasu, nie plywalam po jeziorze, nad ktorym lezy Dalat, lodka w ksztalcie labedzia, nie przejechalam sie gondola, z ktorej roztaczaja sie piekne widoki na okolice, nie poszlam na spacer do Doliny Milosci, nie zwiedzilam ogrodu pelnego kwiatow... Owszem, Dalat ma spore sklonnosci do kiczu! ;) Moj czas w Dalat spedzilam bardzo aktywnie: rankiem wsiadlam na rower gorski i ruszylam w strone gory Langbiang (2169m). Wiekszosc trasy biegla na szczescie w dol, wiec dotarlam na miejsce wciaz w pelni sil i rozpoczelam mozolna wspinaczke... Pare dni wczesniej padal deszcz, gliniasta sciezka byla sliska niczym slizgawka i niezwykle stroma, szczerze mowiac kilkakrotnie rozwazalam zawrocenie z trasy, na co ostatecznie nie pozwolila mi ambicja. Po drodze zgubilam sie na chwile - gdy mozliwa byla jedna jedyna trasa, byla wyraznie oznakowana co kilka metrow, lecz na rozwidleniu szlakow nie bylo najmniejszej wskazowki i oczywiscie poszlam w zla strone... Wspinaczka w gore i z powrotem w dol zajela mi w sumie 4,5 godziny, lecz roztaczajace sie ze szczytu widoki byly warte wysilku! Po drodze spotkalam wiecej dzikich zwierzat niz ludzi, a nizsze partie gory porosniete byly sosnami, napawalam sie wiec zapachem sosnowych igiel i zywicy... Potem trzeba bylo na drzacych ze zmeczenia nogach wsiasc na rower i ruszyc pod gore ku miastu, nie bylo latwo...
Po poludniu odwiedzilam jedyny w swoim rodzaju dom w Wietnamie, nazwany przez lokalnych mieszkancow Szalonym Domem. To dzielo corki nastepcy Ho Chi Mina, wyksztalconej w ZSRR architektki, ktora postanowila zrealizowac swoje dzieciece marzenia i przerobila tradycyjny dom w stylu francuskim w to, co widac na zdjeciach :) Wizja nadal jest na etapie tworzenia, obecnie powstaje nowe skrzydlo domu, mozna jednak odnalezc zachowane fragmenty oryginalnego budynku.
Ho Lak
W drodze dalej na polnoc zrobilam sobie przystanek nad przepieknym jeziorem Lak, gdzie odnalazlam luksusowy i opustoszaly o tej porze roku osrodek. Oferowano mi nocleg w takim uroczym bungalowie (z wanna!) z widokiem na jezioro za 15 USD, na szczescie odmowilam, zanim to cudo zobaczylam, inaczej moj dzienny budzet lezalby w gruzach ;)
Ostatecznie zanocowalam w longhouse'ie, zbudowanym na wzor tych tradycyjnych, znajdujacych sie w pobliskiej wiosce plemiona M'nong.
Kon Tum
Najbardziej szalencza podroz przywiodla mnie do spokojnego miasteczka, w okolicach ktorego znajduje sie okolo 700 wiosek rozmaitych plemion gorskich. W sercu kazdej wioski stoi dom zwany rong, strzelista konstrukcja widoczna z daleka, gdzie odbywaja sie spotkania mieszkancow wioski. Jechalam trzema autobusami i dwoma motocyklami, 400km pokonalam w 8 godzin, dlugo bede wspominac te podroz i ciagle awantury o cene przejazow... W jednym z minibusow bylo 14 miejsc siedzacych, a pasazerow bylo w nim... 28! Na szczescie bylo warto, okolice urokliwe, a samo miasteczko wyjatkowo tanie - mozna tu zjesc za 50 centow! Dzisiaj wsiadlam na rower, zrobilam rundke po okolicy i znalazlam wreszcie komputer z szybkim laczem internetowym, wiec nareszcie uda mi sie zamiescic posta :)
Wyjezdzam jutro z tych okolic szczesliwa, ze wreszcie udalo mi sie zobaczyc Wietnam odpowiadajacy moim wyobrazeniom tego kraju: soczyscie zielone poletka ryzowe, te swiezo obsadzone polyskujace lusterkami wody, poranne mgly unoszace sie nad nimi, wzdluz miedz pedzacy bydlo pastuszkowie w spiczastych kapeluszach, a w tle opadajace ku temu bukolicznemu obrazkowi szmaragdowe wzgorza... Nie sadzilam, ze to powiem, a jednak: chcialabym tu kiedys wrocic!
PS: Ktos moze sie domysla, przed czym ostrzega lub o czym informuje ten znak drogowy?!